Art Freedom

Agata Garbacz

Plan warsztatów i cennik

 

Godziny zajęć od lat nie ulegają zmianie. Niedawno Kinga z Polekontu zapytała mnie, czy ja kiedyś opuściłam zajęcia z powodu choroby swojej lub moich dzieci. Bez zastanowienia odpowiedziałam, że nigdy. Odwołuję zajęcia tylko z powodu wyjazdu na narty albo na rower. Poza tym jestem zawsze,  przeważnie ucieszona od ucha do ucha :-).

Niestety ceny nie mogą pozostać takie niezmienne. To dopiero druga podwyżka w ciągu sześciu lat.  Mam nadzieję, że nikogo nie odstraszę.

Plan warsztatów:

Poniedziałek  17.00–19.00

Środa          16.00–19.00

Pątek          14.00–19.00

 

Cennik:

30 zł/osoba za 2 godz.

20 zł/osoba za 1 godz.

25 zł/osoba dla rodzeństw

 

 Cennik dla grup:

– lepienie z gliny (1 spotkanie) 15 zł przy grupie ponad 20 osób

– lepienie z gliny i szkliwienie (2 spotkania) 23 zł przy grupie ponad 20 osób

 

Zapraszam.

 

 

Dzień dobry i noc dobra :-)

 

Rozpoczął się siódmy sezon warsztatowy. Pierwsze stawiły się moje sprawne inaczej dzieci w poszerzonym składzie. Mam już cztery klasy z Szopkarzy i dwie ze Spadochroniarzy. A wszyscy tacy grzeczni w tym roku, że od razu lecimy z robotą.
Odnowiłam wystrój zewnętrzny, ale na razie nie mogę Wam pokazać, ponieważ ktoś mi buchnął aparat. Myślę, że teraz jest weselej, bardziej kolorowo i mocno energetycznie.
Troszeczkę podniosłam ceny, bo koniec z końcem mi się już nie wiązał. Umyłam okna, posprzątałam, kupiłam różne herbaty na jesienne popołudnia i czekam na Was :-)
Aga

 

Minęło sporo czasu…

 

Pewnie był jakiś powód, a może nawet sens tego milczenia, jednakże ciągle pozostaje on dla mnie tajemnicą.
Na szczęście moje milczenie dotyczyło tylko bloga. W pracowni gadałam przynajmniej za trzech.
W skrócie powiem, że Freedom ma się dobrze i z tego, co wiem bywalcy też są w miarę zadowoleni.
Mam już trzy grupy z Zespołu Szkół Specjalnych nr 13. Z coraz większą wiedzą, doświadczeniem i spokojem każdą trudność traktujemy jak kamień potrzebny do budowy mostu. Zaliczyliśmy kolejny bal charytatywny i kolejne rekordy podczas licytacji naszych autystycznych prac.
Jednak największym odkryciem jest wzruszająca świadomość tego, że obcy ludzie przychodzący na zwyczajne zajęcia stają się moją rodziną. Mogę ich słuchać godzinami i wiem, że zostanę wysłuchana, wymądrzam się na różne tematy i zawsze mogę liczyć na wsparcie i radę, jestem doceniana i z wdzięcznością doceniam każdy okruch ciepła skierowany w moją stronę. Tęsknię, martwię się, przeżywam…. Czy ktoś ma cudowniejszą pracę ode mnie?
„Jeśli jesteś na dobrej drodze, to każdy krok, niezależnie od tego jak mały, przybliża Cię do celu.”
Dobrych dróg w Nowym Roku…
Aga

 

Bal Charytatywny 2011

 

Po raz dziesiąty w Hotelu „Pod Różą” odbył się bal charytatywny na rzecz dzieci z autyzmem. Nie będę się rozwodzić nad ogromem pracy i dobrej woli wielu ludzi, dzięki którym po raz kolejny stało się to możliwe. Pisałam o tym w zeszłym roku. O aukcji też pisałam. Tym razem emocje były jeszcze większe, ponieważ nasze zegary zarobiły w sumie 1500 złotych!!! Świadczy to przede wszystkim o tym, że coraz lepiej potrafię wydobyć i zaprezentować talent i umiejętności moich autystycznych dzieci, że wiele uczymy się od siebie nawzajem, a wyniki naszej współpracy są coraz bardziej efektowne. Mam przeczucie, że to dopiero czubek góry lodowej, bo przecież wszyscy jesteśmy skrzyniami pełnymi skarbów…

Skromnie dodam, że mój Anioł Balowy również poszedł za rekordową kwotę 1500 złotych. I z tego powodu jestem uśmiechnięta od ucha do ucha na zewnątrz i w środku też. Uwielbiam ten stan :-)

Aga

 

Wspomnienie z wakacji.

 

Praca w plenerze jest nieco niewygodna, ale daje mnóstwo niecodziennych możliwości. Inspiracją staje się kamień, kawałek kory, mgła na jeziorze, odcisk stopy na piasku. Przestrzeń, przyroda i wolny czas potrafią rozbudzić najbardziej oporną wyobraźnię. Z powodu braku pieca do wypalania ceramiki wymyślam inne sposoby na dobrą, twórczą zabawę dla dzieci i rodziców. W tym roku hitem były zwierzaki z gliny samoutwardzalnej na bazie otoczaków, obrazki pełne skarbów, filcowe stwory i malowane koszulki (których nie uwieczniłam niestety).

Najmilej wspominam jednego brzdąca, który patrząc na mnie z zachwytem powiedział: „Pani jest prawdziwą artystką. Pani umie zrobić wszystko.” :-)

Dziękuję gospodyni Jordanówki i uczestnikom warsztatów za niezapomniane wakacje.

Aga

 

Jestem.

 

Uschnięta z tęsknoty za Wami czekam w pracowni. Terminy zajęć i ceny bez zmian.
Zapraszam.

Aga

 

Miś Dominik

 

Znowu będę się chwalić…

Dostałam cudownego misia zrobionego własnoręcznie przez Dominikę-ulubioną kursantkę. Podobnego ma Jaś Fasola, ale mój jest ładniejszy. Noszę go w torebce i cieszę się jak dziecko. Nadrabiam zaległości z dzieciństwa…

A od moich autystycznych dzieci dostałam wielką filcową portmonetę, która podobno przyciąga pieniądze. Nareszcie mogę spać spokojnie…

Dziękuję :-)

Miś

Miś

 

 

Rekord

 

W czerwcu padł biedronkowy rekord. 150 sztuk! Większość przeszła w ręce szóstoklasistów jako pożegnalny prezent i magiczna wyprawka na dalszą drogę.

Mam już zamówienia na przyszły rok.

Zadziwiające…

Aga

Biedronki

 

Przerwa wakacyjna

 

Dobiega końca kolejny rok pracy. Moje ceramiczne dzieci zaskoczyły mnie setki razy. Jestem dumna z nich i z siebie. Po raz kolejny przekonałam się, że z ludzi nie trzeba niczego wyciskać, trzeba dać im możliwość zaistnienia. Dziedzina nie ma znaczenia…
Ogłaszam wakacyjną przerwę do drugiego września. W międzyczasie będę łączyć przyjemne z pożytecznym w Willi Jordanówka, gdzie już ruszyła letnia galeria, a od połowy lipca poprowadzę plenerowe warsztaty artystyczne. Szwarc, mydło i powidło… Zapraszam :-)
Aga

 

Zaległości

 

Minął Dzień Matki… Ponad setka przedszkolnych dzieci robiła na tę okazję piękne prezenty pod moim okiem. Moja matka umarła tydzień wcześniej, trzy dni po komunii swojej jedynej wnuczki, mojej córki. Nie była dobrą matką, ale była dobrą babcią dla wszystkich moich dzieci. Jestem jej za to wdzięczna…
Minął Dzień Dziecka… Moja córka zadała mi pytanie: „Jeśli komuś przebiegnie drogę czarny kot z czterolistną koniczyną w pysku, to będzie miał szczęście czy pecha?”. Bez chwili namysłu odpowiedziałam, że szczęście oczywiście. Zdegustowana Tusia dodała: „Ale jak to się przytrafi komuś normalnemu, nie Tobie”.
Na drugi dzień zapytałam o trzy lata starszego Mikołaja czy uważa, że jestem nienormalna. Odpowiedział, że nie, ale zwyczajna też nie jestem. Zrobiło mi się ciepło na sercu…
Aga